Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pomazało mi się - Karnawał Blogowy #8

  Strasznie melancholijnie zapowiada się obecna, ósma już, edycja Karnawału Blogowego. Notka będzie raczej krótka bo i w kapitalistycznym burdelu na około coraz mniej czasu na sentymenty. Marzy mi się kilka rzeczy, niekoniecznie związanych z RPGami. Z tych eRPGowych przydało by się w końcu mieć czas pograć w gry fabularne. Niestety tak to już jest, że jak człowieka stać na te wszystkie lśniące podręczniki, to zbierają kurz na półce czekając na mityczny czas wolny w którym będę miał chwilę je przeczytać, zorganizować drużynę i w końcu zagrać. Oczywiście, czas ten prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie. Chyba, że po 60siątce. Marzy mi się trochę mniej chamstwa i dojrzałości w polskim fundomie, ale o tym pisał już Segibaum. Nom i szacunek dla słowa pisanego, wolał bym jeden porządny felieton na danym blogu w tygodniu niż dwadzieścia notek dziennie. Pisanie dla samego pisania, to synonim grafomanii przecież. Last but not least chciał bym, by wydawcy i autorzy podręczników zgłębili pr...

Zabili go i uciekł

Piątkowy wieczór umiliłem sobie seansem Solomona Kane , gorzej moja panna, która niemal nie umarła z nudów w kinie. Nie będę owijał w bawełnę, film do arcydzieł kinematografii nie należy i przejdzie do historii nader szybko. Pokrótce: mamy zadymę, długie przynudzanie mające usprawiedliwić kalectwo pseudo-psychologiczne bohaterów, znowu zadymę, znowu przynudzanie i wielką zadymę na końcu. Jest w filmie kilka bzdur, ale to raczej typowe dla pulpowego kina fantasy dla nastolatków. Film jest dozwolony od lat 15 nie ma w nim więc cycków i przeklinania, za to sporo mocnej jatki. Intelektualnie więc wzbogaceni z kina nie wyjdziemy. Taka Red Sonia , tylko CGI poszło zdecydowanie do przodu. Ale nie dla głębi bohaterów obejrzałem ten film. Jestem fanem Warhammera , a ten film jest genialną kopalnią motywów i scenografii do tego systemu, szczególnie do prowadzenia w Trzewikowym jesienno – gawędowym stylu, który tak bardzo lubię. Ciągle pada. Deszcz, albo deszcz ze śniegiem. Naokoło mrok, przedwi...

Którędy do Krwawych Bagien?

Korzystając z siłą wygospodarowanej chwili wolnego czasu przeczytałem dwa podręczniki stanowiące teoretycznie podstawę systemu Scarred Lands ze stajni White Wolf . Przeczytałem na raty, właściwie wsączyłem na siłę w swoją czaszkę bo do czynienia mamy z dwiema kolubrynami o charakterystyce atlasów geograficznych. Zdecydowałem się opisać oba podręczniki w jednym tekście z kilku powodów. Przede wszystkim edytorsko są niemal identyczne, napisane według tego samego schematu i gdyby nie tytuł, to można by je z łatwością na półce pomylić. Oba są wydrukowane na kredzie, w twardej oprawie. Jedynie wyklejka jest kolorowa, cała reszta podręcznika jest czarno-biała z paskudnymi ramkami na każdej stronie, mającymi symulować spękaną ziemię. Okładki obu podręczników wypełnia mapa opisanego w tekście kontynentu, podobnie jak wyklejki pierwszej i ostatniej strony. Co jest akurat przydatne i bardzo fajnie w moim mniemaniu. Wyklejki się znaczy, nie okładki. Ale zanim pomówimy o jakości wydania, wa...

Rozeszło się po kościach KB #7

Ech, Gry rpg to bylaby fajna rozrywka, gdyby nie gracze. Włażą, gdzie chcą, robią co chcą psując misternie utkane fabuły i omijając szczegołowo opisane lokacje. Z nimi źle, bez nich pewnie jeszcze gorzej. Dawno nie prowadziłem, więc bazować będę raczej na wspomnienaich niż swieżych wydarzeniach. Ciężko mi rownież pisać jak wyglądają (w sensie - zachowują się) obecnie gracze. Na konwencie nie bylem cale wieki a i drużyny zawsze miałem hermetyczne. Wypadało by jednak nie omijać co drugiego karnawału i coś skrobnąć. Lubię powergaming, o czym wspomniałem nie raz i nie dwa, zarówno we wpisach do karnawału jak i luźnych wypocinach. Lubię kiedy gracze, czyli ich postacie, mają wystarczające pole manewru, a co za tym idzie ja posiadam wystarczającą swobodę kreacji żeby zapewnić im i sobie, dobrą zabawę. Nic tak nie irytuje jak zbijanie chomików, albo 'śmierć od nietoperza' pierwszopoziomowego maga. Nie lubię natomiast min-maxiarzy czy innych munchkinów. Teoretycznie granica mię...

Obcy kontra Predator

I stało się. Dziś dzień wolny więc wieczorkiem wybrałem się z panną do kina na Avatar . Najnowsze dziecko Camerona o którym wszyscy już słyszeli i wszyscy wszystko wiedzą. Wcześniej niestety nie mogłem, taki to już urok mojej pracy, że po godzinach to nawet alkoholu nie dam rady kupić w tym skażonym prohibicją kraju. Nom, ale nie o tym. Miało być o filmie. Fabułę wszyscy znamy, więc nie będę przytaczał. Zresztą trailer(y) odkrywa ją całą nie zostawiając odrobiny tajemnicy. Tańczący z wilkami zakochuje się w Smerfetce, a resztę już znamy. Historia stara jak świat. Stara jak sama historia. Jak epos o Gilgameszu (kto pamięta Enkidu?) Nie o temat tu jednak chodzi. Erpegowcy, a takim zdarza się czytać moje wypociny, z pewnością muszą się zgodzić, że nie zawsze idzie o to co ale JAK zostało opowiedziane. Nie mają możliwości zaprzeczyć, cała erpegowa rozrywka opiera się na tym banalnym założeniu. Ale też nie o tym. Miało być jaki przyjemny SF udało mi się obejrzeć. Bardzo przyjemnie ogl...

Żyje się tylko dwa razy - KB #6

Niestety z przyczyn technicznych piąta edycja Karnawału Blogowego mnie ominęła. Płaczu i głosów sprzeciwu nie było, więc domyślam się, że żadna strata. W szóstej jednak prowadzonej przez Glinthora , a poświęconej śmierci w RPG z chęcią wezmę udział.   Któryś z szanownych przedmówców zdążył już stwierdzić, że nie lubi zabijać postaci graczy. Mam podobnie. Nie po to męczę się nad jakimś scenariuszem, by główni bohaterowie dokonali swego żywota w połowie drogi. Podobnie traktuję istotnych dla fabuły NPC'ów. Kilka razy na sesji zetknąłem się z rozczarowaniem jakie przynosi graczom pokonanie istotnego przeciwnika, ot tak. Wszak im trudniej coś zdobyć, przeciwność pokonać, tym większą wartość temu przypisujemy. Poza tym fabuła i dobra zabawa ponad wszystko, a to wymaga spójnej konstrukcji. Sesji ze wstępem, rozwinięciem i porządnym zakończeniem. Oczywiście jeśli nie naszło nas na jakiś DDkowski  dungeon crawl w którym idzie tylko o umiejętność przeprowadzania szybkich operacji mat...

Księgowość w czasach zarazy

Kompletnie przez przypadek natrafiłem w antykwariacie na 'Księgowego'. Zaintrygował mnie głupawy tytuł oraz krótka recenzja na okładce, a że kolekcjonuję literackie kurioza, postanowiłem ją kupić. Te kilka złotych mogłem odżałować. Rzecz wydało w 96' kompletnie mi nieznane wydawnictwo INKAUST. Kieszonkowy paperback, na szybko żółknącym pulpowym papierze, tak charakterystycznym dla kryminałów 'do pociągu'. Choć raczej na krótkie trasy, bo rzecz ma ledwie 120ścia stron. Dużo w niej nawiązań do klasyków, między innymi Mistrza i Małgorzaty, i choć język miejscami toporny i kilka w niej niepotrzebnych dłużyzn (autorowi kompletnie nie wyszła scena w pociągu), to historia wciąga i te kilka potknięć można spokojnie wybaczyć. Postacią wokół której obraca się cała fabuła, jest tytułowy Księgowy. Człowiek bez nazwiska, everyman jakiego mijamy codziennie na ulicy. Poznajemy go w dramatycznych okolicznościach ułożone dotąd życie rozpada się, słodka rutyna odchodzi, kobi...