Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą film

Ostatni pasażer Nostromo

Będzie o Prometeuszu , najnowszym dziele Ridleya Scotta . Choć raczej nie recenzja, o filmie powiedziano wszak już sporo. Dodatkowo polskie opóźnienie premiery spowodowało, że wszyscy zainteresowani film już prawdopodobnie widzieli na małym, tudzież dużym ekranie. Osobiście czekałem na premierę kinową bo, co jak co, ale film o takim rozmachu wymaga odpowiedniej oprawy. Opinie o filmie są skrajnie podzielone. Postanowiłem dodać do toczącej się w internecie dyskusji i swoje trzy grosze, a że preferuję staroświeckie metody polemiki, takie jak felieton, odpuszczam sobie flejmy na forach i pod blogowymi wpisami. Prometeusz mi się podobał i to bardzo. W mojej opinii film zasługuje na mocne 8/10. Ridley Scott jest doskonałym rzemieślnikiem i dostałem od niego dokładnie to, czego oczekiwałem. Od początku zastanawiłały mnie nadzieje wielu pokładane w kolejnym filmie Scotta . Gdzie, jak wiadomo, Prometeusz jest produktem nastawionym na zysk. I niczym ponadto. Dostaliśmy do dyspozyc...

Nabici w butelkę. Battleship.

Tytuł jest nieco przewrotny. Nie będę ukrywał, że lubię i zawsze miałem słabość do militarnego SF. Filmy ze statkami kosmicznymi mają u mnie automatyczne 6/10 na start za dobre chęci. Ot taka słabość z lat szczenięcych odpowiednio podlana w swoim czasie grafikami Chrisa Fossa . Pomimo tego, gdy usłyszałem, że ktoś zrobił film o najeźdźcach z kosmosu w oparciu o grę statki, zwątpiłem. O jak że się myliłem! Na film zostałem wyciągnięty zrządzeniem losu, nie miałem w planach oglądania go na dużym ekranie, a tu jak się okazuje warto poświęcić na niego chwilę. Powtarzam, trzeba być fanem militarnego SF aby w ogóle być w stanie strawić tego typu kino. To jak technothrillery Larrego Bonda napakowane opisami uzbrojenia. Battleship mógłby być filmem pozbawionym dialogów i nadal by się bronił. Fabuły mamy tu za grosz, kilka standardowych chwytów dla utrzymania całości w kupie.  A to rozsądny brat, a to renegat i jego blond dziewczyna. Reszta to dokument z operacji militarnej w re...

Bond spotyka Doktora X czyli X-Men: First Class

Dawno nic nie pisałem, ale też dawno nic ciekawego nie oglądałem/czytałem, prócz bardzo przyjemnego w odbiorze Pirates of the Caribbean: On stranger tides . Było to jednak już jakiś czas temu, nie ma więc sensu pisać o wrażeniach z tamtej projekcji. W skrócie – dobre, kameralne kino popcornowe. X-men: First Class w skrócie jest świetnym kawałkiem kina SF i jedną z najciekawszych filmowych adaptacji komiksu z jaką się zetknąłem. Matthew Vaughn, człowiek który stoi jako scenarzysta, producent, lub reżyser za takimi hitami jak Lock, Stock and Two Smoking Barrels, Snatch, czy Stardust pokazał prawdziwą klasę. Rzecz dzieje się w roku 1962 w czasie Kryzysu Kubańskiego i opowiada o spotkaniu i początkach trudnej przyjaźni Charlesa Xaviera i Magneto. Pierwsza i moim zdaniem, najlepsza część filmu jest iście 'bondowska'. Perypetie głównych bohaterów, oraz ich adwersarz (Shaw – grany przez Bacona wraz ze swoją pomocniczką - Frost ). Sposób w jaki kręcone są sceny oraz ich narracja (...

SKYLINE – bow before the might of Protoss!

Ostatnio namiętnie gram w Starcrafta 2, który tak przy okazji jest co najmniej przyzwoitą grą (jeśli nie lepiej) nie ma jednak co Blizzardowi robić kryptoreklamy. Chłopaki dają sobie radę just fine. Dodam, że gram Protosami (ci co nie wiedzą o co chodzi, mogą śmiało zainwestować odrobinę czasu w wyszukiwanie Google). Powyższa pasja spowodowała wzrost mojego zainteresowania Skyline. O filmie usłyszałem w radio, a że jestem fanem kina katastroficznego postanowiłem przyjrzeć się bliżej. Podobnie jak Oramus, który pisał w jednym ze swoich felietonów z cyklu Piąte piwo, uwielbiam oglądać jak kosmiczni najeźdźcy prażą z broni energetycznej do ziemian, którzy to poddani działaniu fizyki wysokich energii rozpryskują się jak dojrzałe arbuzy. Sięgnąłem więc po trailer Skyline, który okazał się całkiem obiecujący, a co za tym idzie zaowocował wycieczką do kina. Oczywiście spotkał mnie zawód niesamowity i do tej pory zastanawiam się kto wyłożył pieniądze na tego gniota. Film jest zły, i to w...

Obcy kontra Predator

I stało się. Dziś dzień wolny więc wieczorkiem wybrałem się z panną do kina na Avatar . Najnowsze dziecko Camerona o którym wszyscy już słyszeli i wszyscy wszystko wiedzą. Wcześniej niestety nie mogłem, taki to już urok mojej pracy, że po godzinach to nawet alkoholu nie dam rady kupić w tym skażonym prohibicją kraju. Nom, ale nie o tym. Miało być o filmie. Fabułę wszyscy znamy, więc nie będę przytaczał. Zresztą trailer(y) odkrywa ją całą nie zostawiając odrobiny tajemnicy. Tańczący z wilkami zakochuje się w Smerfetce, a resztę już znamy. Historia stara jak świat. Stara jak sama historia. Jak epos o Gilgameszu (kto pamięta Enkidu?) Nie o temat tu jednak chodzi. Erpegowcy, a takim zdarza się czytać moje wypociny, z pewnością muszą się zgodzić, że nie zawsze idzie o to co ale JAK zostało opowiedziane. Nie mają możliwości zaprzeczyć, cała erpegowa rozrywka opiera się na tym banalnym założeniu. Ale też nie o tym. Miało być jaki przyjemny SF udało mi się obejrzeć. Bardzo przyjemnie ogl...