Przejdź do głównej zawartości

Posty

Niemiecka prowincja lat 90'

Zrobił się przy weekendzie spory szum odnośnie promocyjnego wideo popełnionego przez ekipę Pyrkonu w połączeniu z ludźmi z Q-workshop. Jeśli to czytasz, to wiesz o co chodzi. Jak nie, to masz jeden flejm z głowy, czytelniku. Urokiem demokratyzacji dostępu do środków wyrazu jaki daje Internet jest to, że każdy może swoje dwa zdania na ten temat napisać. Postanowiłem i ja podzielić się moim podejściem. Każdy kto mnie zna, wie że raczej nie słynę z wyrafinowanego gustu i prosty człowiek jestem lubiący proste rozrywki. O tempora, o mores , że sprośni satyrowie stają w obronie feminazistek. Do czego to doszło! Wspomniany spot wyskoczył mi losowo na fejsie, obejrzałem i żachnąłem się: "Serio, tak mnie chcecie przekonywać do Pyrkonu?". Zamknąłem YT i o całej sprawie zapomniałem. Tymczasem w sieci ruszyła dyskusja. Siedzę i czytam: a tu znajomych trafił szlag, a tu ktoś się chwali kolekcją pluszaków (i kostek!). Filmik jest po prostu beznadziejnie słabym szczuciem cycem. Nie d...

Ostatni pasażer Nostromo

Będzie o Prometeuszu , najnowszym dziele Ridleya Scotta . Choć raczej nie recenzja, o filmie powiedziano wszak już sporo. Dodatkowo polskie opóźnienie premiery spowodowało, że wszyscy zainteresowani film już prawdopodobnie widzieli na małym, tudzież dużym ekranie. Osobiście czekałem na premierę kinową bo, co jak co, ale film o takim rozmachu wymaga odpowiedniej oprawy. Opinie o filmie są skrajnie podzielone. Postanowiłem dodać do toczącej się w internecie dyskusji i swoje trzy grosze, a że preferuję staroświeckie metody polemiki, takie jak felieton, odpuszczam sobie flejmy na forach i pod blogowymi wpisami. Prometeusz mi się podobał i to bardzo. W mojej opinii film zasługuje na mocne 8/10. Ridley Scott jest doskonałym rzemieślnikiem i dostałem od niego dokładnie to, czego oczekiwałem. Od początku zastanawiłały mnie nadzieje wielu pokładane w kolejnym filmie Scotta . Gdzie, jak wiadomo, Prometeusz jest produktem nastawionym na zysk. I niczym ponadto. Dostaliśmy do dyspozyc...

Nabici w butelkę. Battleship.

Tytuł jest nieco przewrotny. Nie będę ukrywał, że lubię i zawsze miałem słabość do militarnego SF. Filmy ze statkami kosmicznymi mają u mnie automatyczne 6/10 na start za dobre chęci. Ot taka słabość z lat szczenięcych odpowiednio podlana w swoim czasie grafikami Chrisa Fossa . Pomimo tego, gdy usłyszałem, że ktoś zrobił film o najeźdźcach z kosmosu w oparciu o grę statki, zwątpiłem. O jak że się myliłem! Na film zostałem wyciągnięty zrządzeniem losu, nie miałem w planach oglądania go na dużym ekranie, a tu jak się okazuje warto poświęcić na niego chwilę. Powtarzam, trzeba być fanem militarnego SF aby w ogóle być w stanie strawić tego typu kino. To jak technothrillery Larrego Bonda napakowane opisami uzbrojenia. Battleship mógłby być filmem pozbawionym dialogów i nadal by się bronił. Fabuły mamy tu za grosz, kilka standardowych chwytów dla utrzymania całości w kupie.  A to rozsądny brat, a to renegat i jego blond dziewczyna. Reszta to dokument z operacji militarnej w re...

Pod żelaznym niebem.

Wczorajszy wieczór umilił mi i mojej zacnej ekipie seans Iron Sky.  Nie będę owijał w bawełnę, ponoć zwięzłość jest cnotą, na film warto iść. Dostajemy na talerzu naprawdę przyzwoitą satyrę polityczną. Fińsko - australijsko - niemiecka produkcja, częściowo sfinansowana ze zrzutki fanów broni się i to całkiem nieźle. Nie jest to dobre kino sensu stricte. Praca kamery i gra aktorska nie jest oscarowa. Podobnie scenariusz, miejscami naiwny. Film unika jednak popadania w żałosny patos i ma kilka naprawdę mocnych scen. Przyzwoita czarna komedia bez naszpikowania skatologiczno - waginalnymi dowcipami, klasycznymi dla amerykańskich produkcji robionych z myślą o gówniarzerii. Film od nerdów dla nerdów (smaczków jest kilka), fanów steampunku, a właściwie dieselpunku i retro SF (to dla tych czepiających się nomenklatury). Jeśli podobała Ci się  Seksmisja,  to jest to kino zdecydowanie dla Ciebie. Dobrze zwiastuje fenomenowi  crowdsourcingu,  to że film już si...

Dziura w ziemi, czyli Warhammer - Karak Azgal. Przygody w Smoczej Skale.

Już na wstępie pragnę zauważyć, że nad sandbox'y, szczególnie zabugowane potworki od Bethesdy, przedkładam dobrą i zakręconą fabułę. A właśnie sandbox dostajemy w przypadku Kharak Azgal. William Simoni – autor podręcznika uszczęśliwił nas wcześniej serią Madness in Freeport do d20, ze stajni Green Ronin. Które to Madness in Freeport, nota bene, gdzieś mam i jak znajdę (i znajdę chwilę) to skrobnę o nim kilka słów. Ale za słowo mnie nie trzymajcie. Ma więc pan Simoni na koncie city sourcebook . Co dostajemy w Kharak Azgal ? Podręcznik liczy sobie sto dwadzieścia stron, w twardej oprawie i jakością wykonania nie odbiega od całej linii wydawniczej Warhammera 2ed. Na przestrzeni ośmiu rozdziałów opisano ruiny Karak Azgal , twierdzę krasnoludzką wybudowaną na tychże ruinach, a zwaną Fortecą Skalfa i mieszane ludzko krasnoludzkie osiedle szumowin położone u jej stóp - Martwe Wrota. Zarówno podgrodziu jak i twierdzy poświęcono po jednym rozdziale na pierwszych 40 stronach. Później d...

Szur Szur, idzie po ciebie szczur! Warhammer. Dzieci Rogatego Szczura

Napisałem ten tekst dobry rok temu i jakimś cudem zapomniałem powiesić na blogu. Wygrzebałem go cudem przygotowując materiały do recki  Kharak Azgal. Przygody w Smoczej Skale.  Niniejszym naprawiam błąd. Przyjemnego oczytania! Kolejny dodatek do Warhammera ściągnięty z półki i przeczytany. Tym razem mowa o Dzieciach Rogatego Szczura , podręczniku poświęconemu rasie skavenów . Od strony wizualnej rzecz nie odbiega od pozostałych pozycji z linii wydawniczej. Mamy tu 148 stron w twardej oprawie i kolorze. Ramki, czcionki i styl grafiki do których zdążyliśmy już przywyknąć. Solidna rzemieślnicza robota o której nie raz już pisałem. Ech, a były czasy, gdy tak wydane podręczniki uważano za majstersztyk (zaczynam objawiać jakiś nieuzasadniony sentyment do lat 90') Powróćmy jednak do omawianej książki. Zebrane w osiem zgrabnych rozdziałów poznajemy historię zwyczaje i technologię rasy szczuroludzi. Pierwszy z rozdziałów zasługuje na szczególną uwagę, jest mianowicie stylizowany na ...

FALKON 2011 Przez kawał szkła.

Dwunasta już z rzędu odsłona Festiwalu Fantastyki Falkon była pierwszym moim konwentem od lat. Odbył się w dniach 10 – 13 Listopada w WSPiA oraz Szkole im. I.J.Paderewskiego w Lublinie i, w telegraficznym skrócie mówiąc, wypadł całkiem nieźle. Akredytacja wre Spotkanie z Fabryką Słów Konkurs konstruktorsko kulinarny czyli gotuj flotę z Vaderem ;) W WSPiA odbywały się główne punkty programu i miejsce miała większość stoisk. W Paderewskim znajdowało się miejsce do spania i raj dla fanów bitewniaków, którzy przejęli kilka sal i głowny hol na potrzebę rozstawiania makiet i dioram. Obie szkoły oddalone były od siebie o niespełna 10min drogi szybkim spacerkiem. W połowie drogi zaś znajdowała się knajpa konwentowa ze zniżkami na piwo i stołami do bilarda gdzie można się było w spokoju 'zregenerować' przed kolejnym dniem konwentu. Tyranidzi w natarciu Grało się, grało Ostatnie poprawki Masters of Imagination. Jedna z figurek w konkursie Bardzo spodobało mi s...