Jakoś tak się złożyło, że moja lepsza połowa wyciągnęła mnie na Inglorious Basterds w ostatnią sobotę. Na blogu pustki, żadnej ciekawej książki ani podręcznika ostatnio nie przeczytałem, życie moje nudne jak flaki z olejem i nijakie nie dostarcza tematów na wpisy. Nawet nie chcecie wiedzieć czym zajmuję się na codzień ( de facto buduję socjalizm, ale to osobna i długa historia). Wypadało by jednak bloga rozruszać, a że widziałem ostatnio film dobry, a głupot na jego temat przeczytałem mnóstwo, to zamiast użerać się w kretyńskiej formie komentarzy na forach dla gówniarzerii, onanizm intelektualny pouprawiam w starej dobrej formie felietonu/riposty/recenzji (podejście do gatunków literackich swobodne). Jak już go pokażą w Polsce, to film z pewnością wywoła burzę, co z resztą już się stało poniekąd. Polscy krytycy nieprzychylnie wypowiadali się po premierze w Cannes. Cóż, Polska to taki kraj mityczny z kompleksem Drugiej Wojny Światowej jeszcze większym niż sąsiedzi z za Odry. I wszy...
Never before have so many people, with so little to say, said so much to so few (about RPG)